Dziedzictwo kulturowe

Zamek w Baranowie Sandomierskim to miejsce z bogatą i długą historią.Od początku przypominał królewską siedzibę – Zamek na Wawelu . Wielu odwiedzających gości często nazywa go Małym Wawelem.Jednak podobieństwa w architekturze to nie jedyne elementy łączące Kraków z Baranowem.Od lat do Krakowa przyjeżdżają turyści, którzy wierzą, że kontakt z magicznym czakramem – miejscem, z którego emanuje niezwykła energia – pomaga na różne dolegliwości.Podobne miejsce można znaleźć również w Zamku w Baranowie Sandomierskim!W jednym z pomieszczeń na parterze, w północno-zachodnim skrzydle zamku, tuż obok Apartamentu Prezydenckiego, znajdują się ślady fal elektromagnetycznych, bardzo zbliżone do tych występujących na wzgórzu wawelskim.Goście często korzystają z kojących efektów działania baranowskiego czakramu i odpoczywają w tym miejscu, siedząc
w głębokich fotelach.

Z okazji święta odzyskania niepodległości bardzo często wspominamy Polaków, którzy zbrojnie walczyli o powrót Polski na mapy.Jesteśmy dumni z ich postawy i odwagi.W tym szczególnym czasie warto także wspomnieć innych, którzy Polskę i Polaków potrafili rozsławić w inny sposób.Jedną z takich, nieco zapomnianych, postaci był niewątpliwie Kazimierz Prószyński.Urodził się w 1875 r., zmarł w 1945 r. w obozie koncentracyjnym.Był polskim wynalazcą, konstruktorem i pionierem kinematografii, który już na przełomie XIX i XX wieku tworzył urządzenia wyprzedzające swoją epokę.Jeszcze przed braćmi Lumière skonstruował pleograf – aparat do rejestrowania i odtwarzania ruchomych obrazów.Był także autorem kinofonu (systemu synchronizującego obraz z dźwiękiem) oraz aeroskopu, który przyniósł mu międzynarodowe uznanie .Aeroskop był przełomowym wynalazkiem w historii kinematografii, stworzonym przez Prószyńskiego w 1909 roku.Była to pierwsza na świecie ręczna kamera filmowa z napędem automatycznym , która umożliwiała nagrywanie bez konieczności używania korby.Najważniejszym elementem aeroskopu był mechanizm sprężynowy napędzany sprężonym powietrzem (stąd nazwa od greckiego „aer” – powietrze).Dzięki temu operator mógł swobodnie filmować , trzymając kamerę w rękach – co otworzyło drogę do filmów reporterskich i dokumentalnych.Urządzenie było lekkie, mobilne i niezwykle nowoczesne jak na początek XX wieku.Aeroskop Prószyńskiego zyskał uznanie na całym świecie — szczególnie w Wielkiej Brytanii i Francji, gdzie używano go m.in. podczas I wojny światowej do rejestrowania wydarzeń z frontu.W ten sposób polski wynalazca przyczynił się do rozwoju kina dokumentalnego i technologii filmowej.Prószyński całe życie poświęcił rozwijaniu techniki filmowej i popularyzacji kina jako narzędzia edukacji .Mimo licznych osiągnięć, jego nazwisko zostało z czasem zapomniane , a on sam zginął tragicznie w niemieckim obozie koncentracyjnym podczas II wojny światowej.Dziś uznaje się go za jednego z najważniejszych, choć niedocenionych, pionierów światowego kina.Jeden z wynalazków Prószyńskiego można zobaczyć w zamku w Baranowie Sandomierskim w ramach wystawy „Historia ludzi i miejsc zapisana w obrazach” prezentowanej w Sali Wystawowej.Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia zamku i obejrzenia jednego z najważniejszych wynalazków, który zrewolucjonizował światową kinematografię!
Jesienne przesilenie od zarania dziejów postrzegane jest jako czas magiczny – czas walki światła z ciemnością , życia ze śmiercią .To moment, gdy kończy się okres wegetacyjny i żniw , a mrok i noc spowijają świat na wiele godzin.Nieprzypadkowo właśnie w tym czasie roku – od końca września do początku listopada – w wielu kulturach czczono pamięć zmarłych .W Kościele katolickim dzień Wszystkich Świętych przypadający na 1 listopada obchodzony jest od IX wieku, choć tradycja modlitwy za zmarłych sięga samych początków chrześcijaństwa .W dawnych czasach wierzono, że z początkiem listopada dusze zmarłych powracają do miejsc, które były im bliskie za życia.Dlatego przygotowywano się na ich przybycie z wielkim szacunkiem .Drzwi i okna chałup zostawiano otwarte , by dusze mogły wejść do domu i posilić się przygotowanymi prostymi potrawami – chlebem, serem, makiem.Pozostawiano także naczynia z wodą , a w piecach nie palono , wierząc, że to właśnie tam dusze „przesiadują” najchętniej.Jedzenie zostawiano też na grobach, a na mogiłach palono ogień , który miał stanowić drogowskaz dla dusz.Światy żywych i umarłych miały się wtedy przenikać, dlatego unikano wychodzenia z domów nocą , a ognie zapalano także na skrzyżowaniach dróg.Pomimo spotkań całych rodzin , nie organizowano wówczas zabaw ani tańców.Panowała refleksyjna atmosfera, poświęcona modlitwie i wspomnieniu bliskich.Spożywano symboliczny posiłek , współdzielony z duszami – niekiedy w domach, a niekiedy w kaplicach podczas obrzędu zwanego „Dziadami” .Spotkania te odbywały się często na cmentarzach, które dawniej odwiedzano znacznie rzadziej niż dziś.Życie ziemskie i pozagrobowe traktowano jako dwa odrębne światy – a bramę nekropolii przekraczano tylko w wyjątkowych chwilach.Zostawiano też otwarte kościoły, a w nich przygotowane paramenta, by umożliwić duszom uczestnictwo we mszy odprawianej przez „kapłana-ducha” – ostatniego zmarłego księdza.Ten tajemniczy zwyczaj gdzieniegdzie trwa do dziś… choć nikt nie potwierdził, czy dusze rzeczywiście gromadzą się na tej przenikającej grozą mszyCzas jesiennego przesilenia przypomina nam o kruchości życia, ale też o więzi łączącej nas z tymi, którzy odeszli.To moment zatrzymania, refleksji i wdzięczności – za światło, które trwa mimo ciemności.

Wiele z dzisiejszych wynalazków i urządzeń, nawet bardzo zaawansowanych technicznie, wykorzystuje rozwiązania, które wymyślono wiele lat wcześniej. Na przykład współczesne gogle VR, dzięki którym możemy widzieć w trójwymiarze, działają dzięki mechanizmowi użytemu już w XIX wieku, przy budowie stereoskopów. Stereoskop działał na prostej, ale genialnej zasadzie: każde oko widzi świat z nieco innej perspektywy. Gdy pokażemy lewemu i prawemu oku dwa minimalnie różniące się obrazy, mózg połączy je w jedną scenę z głębią.
Ulepszeniem wcześniejszych modeli była wersja achromatyczna – zastosowano w niej specjalne soczewki korygujące aberrację chromatyczną (czyli zniekształcenia kolorów na krawędziach obrazu). Dzięki temu obraz był ostrzejszy i bardziej naturalny.Stereoskopy stały się prawdziwym hitem epoki wiktoriańskiej. Ludzie oglądali w nich zdjęcia egzotycznych krajów, zabytków czy scen z życia codziennego.To świetny przykład na to, że fascynacja obrazem 3D wcale nie zaczęła się w XXI wieku. Technologia się zmienia, ale ciekawość przestrzeni i iluzji głębi pozostaje taka sama.Model stołowy stereoskopu achromatycznego firmy Smith, Beck & Beck z połowy XIX można obejrzeć na wystawie „Historia ludzi i miejsc zapisana w obrazach” w Sali Wystawowej Muzeum-Zamku w Baranowie Sandomierskim.A we wspaniałą podróż w czasie, w poszukiwaniu zamkowego tunelu, można udać się dzięki goglom VR, po dokonaniu rezerwacji pod adresem mailowym muzeum@baranow.com.pl.

Siarczyste mrozy sprawiły, ze w naszych mieszkaniach i domach grzejniki i piece pracują pełną parą dając nam upragnione ciepło. W dawnych rezydencjach, od XVII wieku, podstawowym źródłem ciepła były piece kaflowe oraz kominki. Kominki, choć efektowne, ogrzewały pomieszczenia nierównomiernie i pochłaniały duże ilości drewna. Znacznie wydajniejsze były piece kaflowe, często bogato zdobione, które akumulowały ciepło i oddawały je przez wiele godzin. W większych zamkach stosowano systemy kanałów rozprowadzających ciepłe powietrze do sąsiednich izb. W XVIII wieku, wraz z barokową i klasycystyczną przebudową rezydencji magnackich, rosło znaczenie komfortu cieplnego. Piece stawały się coraz większe i bardziej zaawansowane konstrukcyjnie, a ich obsługa była powierzana wyspecjalizowanej służbie. Wciąż jednak ogrzewano głównie wybrane pomieszczenia – sale reprezentacyjne i prywatne apartamenty właścicieli, podczas gdy korytarze i klatki schodowe pozostawały zimne. Pod koniec XIX wieku w zamku w Baranowie Sandomierskim w korytarzach także pojawiły się piece kaflowe, które ocieplały te pomieszczenia dla komfortu ówczesnych domowników. Szkice sal z początków XX wieku wskazują, że łącznie w pomieszczeniach i korytarzach zamkowych było ponad 30 kominków i pieców kaflowych. Niestety do dnia dzisiejszego zachowały się tylko 3 kominki, a po wspaniałych piecach kaflowych zostały tylko czarno-białe fotografie.


Pod koniec 2025 r. na terenie Zespołu Zamkowo‑Parkowego w Baranowie Sandomierskim prowadzone były badania archeologiczne i poszukiwawcze. Zaangażowana w tym celu Świętokrzyska Grupa Eksploracyjna odkryła m. in. zespół monet datowanych od XV do XIX wieku. Wśród nich można znaleźć denara jagiellońskiego, monety szwedzkie z pierwszej połowy XVII wieku, czy polskie XVIII-wieczne monety z czasów saskich i Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Odkrycie tych monet i szeregu drobnych przedmiotów codziennego użytku, po tak wielu latach jest niezwykłym wydarzeniem w dziejach baranowskiego zamku.
Od połowy XIX wieku jego dawne wyposażenie było systematycznie wywożone, a II wojna światowa pozostawiła zamek całkiem ogołoconym z wszelkich ruchomości. W okresie powojennego remontu całe jego wyposażenie zostało przywiezione z różnych stron Polski, a po dawnych właścicielach nie pozostało nic. Odkrycie w otoczeniu zamku przedmiotów, które należały do ludzi tworzących historię tego miejsca, jest zatem nie tylko ciekawostką archeologiczną, ale stanowi bardzo ważny element badania dziejów baranowskiej „perły architektury renesansowej”.
Przedmioty odnalezione w trakcie prac poszukiwawczych zostaną poddane konserwacji i zabezpieczeniu, a następnie staną się elementem wystawy stałej Muzeum-Zamku w Baranowie Sandomierskim.

14 lutego, we wspomnienie o św. Walentym, zgodnie z anglosaską modą, obchodzimy święto zakochanych. To dobra okazja aby przypomnieć o historiach miłosnych związanych z zamkiem w Baranowie Sandomierskim. Jedne z najsłynniejszych to miłosne dzieje dwóch serialowych par, pułkownika Krzysztofa Dowgirda i Anny Ostrowskiej, oraz Kacpra Pilcha i Magdy Domaradzkiej. Historia ta pojawia się w serialu „Czarne chmury”, kręconym w latach 70-tych miedzy innymi w scenerii baranowskiego zamku. Obie relacje mają nieco inną dynamikę. Pułkownik Krzysztof Dowgird zakochuje się w Annie Ostrowskiej – ich miłość jest jednak pełna napięcia, bo uczucie rozwija się w cieniu spisków, zdrady i zagrożenia życia. Miłość Dowgirda ma romantyczny, rycerski charakter: jest gotów ryzykować wszystko, by ją chronić.
Z kolei jego wierny towarzysz Kacper Pilch przeżywa bardziej pogodny i żywiołowy romans z Magdą Domaradzką. Ich relacja wnosi do serialu lżejszy ton i element humoru, stanowiąc kontrast dla dramatycznych losów Dowgirda.
Miłość zatem niejedno ma imię i, jak widać na powyższym przykładzie, ma różne oblicza. Wszystkim naszym Obserwującym życzymy dużo miłości i zapraszamy do odwiedzenia zamku gdzie na krużgankach można obejrzeć wystawę „Czarne Chmury w zamku w Baranowie Sandomierskim”, z fotografiami z tego serialu.
Na zdjęciu Elżbieta Starostecka i Leonard Pietraszak jako Anna Ostrowska i płk Krzysztof Dowgird; autor zdjęcia Roman Sumik, prawa autorskie Filmoteka Narodowa, Instytut Audiowizualny

Jedna z wielu legend o naszym zamku mówi o istnieniu podziemnego tunelu, łączącego rzekomo zamek baranowski z Sandomierzem. Istnienie tak długiego przejścia, ciągnącego pod Wisłą jest mało prawdopodobne, niemniej pewien sklepiony korytarz prowadził ongiś poza obręb murów zamkowych. O jego istnieniu świadczy między innymi obszerna nota zamieszczona w kronice autorstwa Antoniego Grabowskiego, mieszkańca Baranowa Sandomierskiego. Poniżej przedstawiamy wypis ze źródła:
Jeśli chodzi o wzmiankę o legendarnym korytarzu względnie lochu podziemnym prowadzącym od zamku aż do Sandomierza, o którym wewnątrz opisu wspomina kronikarz Juliusz Dunikowski, to są na to dowody, że korytarz taki istniał, który wychodził w kierunku północno-wschodnim poza obręb zamku, jednak jak daleko prowadził ten podziemny korytarz, nie wiadomo.
Na dowód powyższych danych przytacza się fakt [...] Otóż około roku 1883, pewnego dnia w porze letniej [...] Borowski z dwoma osobami z Baranowa przy świetle świecy postanowił zwiedzić część korytarza, o którym wspomina Juliusz Dunikowski [...]. Wszyscy troje wówczas, których przewodnikiem był Borowski, weszli do podziemia zamkowego względnie piwnicy przez drzwi w korytarzu podziemnym. Borowski trzymając na drążku świecę a za nim dane osoby i razem weszli w głąb korytarza podziemnego, którym doszli kilkaset metrów w kierunku przysiółka Przewóz, a ponieważ w pewnej chwili świeca zgasła i światło jej nie chciało się już palić, Borowski oświadczył tym osobom, że dalej iść nie można, bo nie jest bezpiecznie. Według zasięgniętej wiadomości, to osoby te, które z Borowskim szły, poczyniły spostrzeżenia, że korytarz był dosyć obszerny, sklepiony w ten sposób, że z kamienia bądź z cegły, co kilkadziesiąt kroków były przerwy w korytarzu i całość względnie długość takiej przestrzeni przedzielały drzwi, przez które zwiedzający musiał przechodzić do następnych drzwi i tak tych drzwi miał być kilkanaście. W pewnej chwili w podziemiu zapanował przeciąg powietrza, z którego następnie wyczuć było można nieprzyjemny wyziew i wówczas świeca nie chciała się już zapalić. Zwiedzający zauważyli, że ściany korytarza były obślizgłe od obfitej wilgoci, że woda prawie ściekała po ścianach, a dołem zauważyli uciekające jaszczurki. Osoby te były znane podpisanemu, jednak dziś już nie żyją, a tylko ich potomkowie względnie dzieci znają te wszystkie szczegóły z opowiadania tamtych ludzi względnie ich rodziców. Wejście do owego korytarza podziemnego podziemi zamkowych zostało kilkadziesiąt lat temu zamurowane i tylko szczegółowe bania przez doświadczonych ludzi mogłyby to sprawdzić, bowiem ślady takiego zamurowania winny się tam znajdować.
Pomimo podejmowanych prób, wejścia do owego korytarza jak dotąd nie odnaleziono...
Źródło: Zbiory Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, Dział Historyczny, ASH/IV/21

Pośród eksponatów znajdujących się na wystawie „Militaria w dziejach świata” znajdują się dwa ciekawe przykłady francuskich czapek wojskowych. Są to tzw. czaka, które stały się nakryciem głowy elitarnych jednostek francuskiej kawalerii w okresie wojen napoleońskich. Egzemplarze te są szczególnie interesujące, ponieważ akurat te są wzorowane na wczesnych rogatywkach polskich. Przodkiem polskiej rogatywki jest tzw. konfederatka, miękka czapka bez daszka z kwadratowym denkiem, która swoją nazwę zawdzięcza swojej popularności wśród uczestników konfederacji barskiej. Konfederatka następnie wyewoluowała do formy którą nazywano krakuską, ułanką lub rogatywką. Pod koniec XVIII wieku rogatywka ukształtowała się jako wysoka usztywniona czapka rogata z daszkiem i stanowiła nakrycie głowy ułanów. W okresie insurekcji kościuszkowskiej była używana także przez inne formacje wojskowe (piechotę, milicję, kosynierów). Po upadku powstania rogatywkę wprowadzono jako standardowe nakrycie głowy wszystkich formacji Legionów Polskich we Włoszech. Po tym, jak polscy ułani udowodnili swoją skuteczność w okresie wojen napoleońskich, armia francuska zaczęła tworzyć własne jednostki ułanów. Były one uzbrojone i umundurowane na wzór polski. Francuzi skopiowali również polską rogatywkę, którą często nazywali potocznie „chapska” od polskiego słowa czapka. Egzemplarze na wystawie to czaka francuskich ułanów. Przy jednym z egzemplarzy zachowany jest sznur, którego kolor (żółty) wskazuje na rodzaj jednostki. Oba czaka mają z przodu metalowe blachy a po bokach kokardy. Oba egzemplarze mają również dobrze zachowane kity. Ich kolory wskazuje na pozycję lub rodzaj jednostki. Biała kita zazwyczaj przypisana była oficerom, starszym rangą lub kompaniom elitarnym. Kita zielono-żółta stosowana była w zależności od pułku i kompanii.

Jarmarki i kiermasze to wydarzenia, które są tak stare jak handel miedzy ludźmi. Odbywały się ona już w starożytnych Chinach, Grecji, czy w Imperium Rzymskim. Zazwyczaj związane były z różnymi świętami. Do Polski jarmarki trafiły w średniowieczu, a ich nazwa bierze się z niemieckiego słowa „Jahrmarkt”, czyli coroczny targ. Ich organizacja była ściśle regulowana i nie każde miasto mogło sobie pozwolić na urządzanie jarmarków. Prawo do odbywania jarmarków nadawał władca w drodze specjalnego przywileju. W XIII wieku jarmarki organizowano w Gdańsku, Wrocławiu, Jarosławiu, Przemyślu, czy w Sandomierzu. Baranów nad Wisłą, dziś znany jako Baranów Sandomierski, także miał prawo do organizowania jarmarku, odbywał się on 1 listopada, w święto Wszystkich Świętych. Doroczne targi były początkowo okazją do handlu miedzy kupcami z różnych stron Polski, a nawet Europy. Ich znaczenie gospodarcze było niebagatelne, można się było w ich trakcie zaopatrzyć nie tylko w żywność, cenne przyprawy, ale i wyroby sukiennicze, czy rzemieślnicze. Z czasem przy okazji jarmarków i kiermaszów organizowano występy artystyczne, pokazy kuglarzy, czy teatrów ulicznych. Wraz z rozwojem technologicznym i rozwojem transportu znaczenie jarmarków zaczęło maleć, choć ich tradycja pozostała żywa. Dziś jarmarki są miejscem promującym tradycję, rękodzieło, czy regionalną kuchnię.

Polowanie było ważnym elementem życia szlachty w dawnych czasach. Dawni właściciele Zamku w Baranowie Sandomierskim również urządzali polowania w okolicznych lasach. Zapraszali na nie ważnych dygnitarzy państwowych. Po łowach myśliwi wracali na Zamek, gdzie urządzano im uczty i biesiady. Pierwsi właściciele Zamku, Leszczyńscy gościli dwukrotnie króla Stefana Batorego. Polowano głównie w zimie, gdy ślady zwierzyny były dobrze widoczne na śniegu. Zwierzyną w tych stronach były głównie powszechnie występujące zające i lisy. Polowano też na zwierzęta kopytne, takie jak dziki, sarny i jelenie. Prawo do odstrzału takich zwierząt jak żubry czy obecnie wymarłe tury było przywilejem panującego władcy. Polowano również na ptaki np. kuropatwy i bażanty. Również ostatni właściciele, rodzina Dolańskich, hołdowali zwyczajowi swoich przodków. Stanisław Dolański był członkiem Galicyjskiego Towarzystwa Łowieckiego. Jedno z pierwszych polowań, które zorganizował w swoich dobrach, odbyło się w styczniu 1886 roku. W gazecie „Kurjer Lwowski” z dnia 2 lutego 1886 roku odnotowano, że polowanie trwało 3 dni. W artykule wspomniano, że w trakcie łowów odstrzelono 135 zajęcy, 12 rogaczy, 1 lisa i 7 kuropatw.

22 stycznia 1863 r. wybuchło Powstanie Styczniowe – jeden z najważniejszych polskich zrywów niepodległościowych. Była to nierówna walka partyzancka z Imperium Rosyjskim, prowadzona w lasach, bez regularnej armii, z niedostatkiem broni, żywności i wsparcia z zewnątrz. Powstańcy ryzykowali wszystko – po klęsce groziły im więzienia, zsyłki na Sybir i konfiskaty majątków. Wśród uczestników powstania był Juliusz Tarnowski, z nieodległego od Baranowa Sandomierskiego Dzikowa, który zaangażował się w działalność powstańczą, świadomie narażając swoją pozycję i majątek. Jego postawa pokazuje, że powstanie było wysiłkiem całego narodu – nie tylko młodych idealistów, ale także elit, które brały odpowiedzialność za walkę o niepodległość. Choć Powstanie Styczniowe zakończyło się klęską militarną, miało ogromne znaczenie dla polskiej tożsamości. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. żyjący jeszcze powstańcy byli honorowani jako bohaterowie narodowi, choć wielu z nich dożyło wolnej Polski w biedzie i zapomnieniu. Ich poświęcenie stało się jednak fundamentem niepodległej Rzeczypospolitej. W zamku w Baranowie Sandomierskim, możemy dziś podziwiać przedmioty nawiązujące do Powstania Styczniowego. Na wystawie czasowej „Militaria w dziejach świata”, w zamkowym przyziemiu, wśród licznych eksponatów znajdują się karabela Juliusza Tarnowskiego, oraz galowy mundur powstańca, używany w trakcie uroczystości państwowych w latach międzywojennych

Wielkanoc to szczególne święto w tradycji chrześcijańskiej. Jego termin wypada zawsze w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca i oprócz wymiaru czysto religijnego, zawiera w sobie wiele symboli związanych z nadejściem wiosny. Okres świąteczny zaczyna się wraz z Niedzielą Palmową, w trakcie której w kościołach poświęca się palmy. W polskiej tradycji palmy wielkanocne nie są podobne do tych rosnących na Bliskim Wschodzie. Najczęściej są to gałązki wierzbowe, często upiększane bukszpanem, barwinkiem, cisem czy też widłakiem oraz papierowymi kwiatami. Nieprzypadkowo to gałązki wierzby są wykorzystywane do robienia palm. Wierzba jest symbolem sił witalnych i odradzającego się co roku życia. Dawniej po wyjściu z kościoła ludzie uderzali się świeżo poświęconymi palmami, po powrocie do domu dotykano nią domowników i zwierzęta. Miało to zapewnić siły witalne i energię wszystkim dotkniętym w ten sposób. Gałązkom wierzbowym z palm wielkanocnych przypisywano także właściwości lecznicze. Wierzono, że połkniecie jednej bazi, czyli kwitnącej gałązki wierzby z poświęconej palmy, uchroni od chorób gardła i bólów zębów. Kawałki bazi mieszano z paszą i podawano je zwierzętom, chcąc zabezpieczyć je przed chorobami. Według ludowych wierzeń poświęcona palma miała zabezpieczać gospodarstwo i domowników przez cały rok. Wierzbowe witki stawiano w oknie podczas burzy, by chroniły budynki od piorunów i pożaru. Uderzano nimi bydło wypędzane wiosną po raz pierwszy na pastwisko. Wkładano pod pierwszą skibę podczas orki, by zabezpieczały uprawy przed wyschnięciem, gradem, szkodnikami i zapewniły wysokie plony, oraz do uli, żeby pszczoły dobrze się rozmnażały i dawały dużo miodu. Z Niedzielą Palmową związany był zwyczaj, współcześnie już całkiem zapomniany, „chodzenia z pasyjką”. Jeszcze do początku XX wieku dzieci z ubogich rodzin chodziły od domu do domu i zbierały jajka na święta. Nosiły krzyżyk przybrany zielonymi gałązkami – „pasyjkę”, składały wierszowane życzenia i prosiły o datek. Po otrzymaniu jajek dawały gospodyni krzyżyk do pocałowania i odchodziły. Następne dni Wielkiego Tygodnia były związane z przygotowaniami do Niedzieli Wielkanocnej, jednak również miały swój wymiar symboliczny. Świąteczne porządki w domach i obejściach, sadzenie drzew, czy bielenie ścian w domach miały pomóc w wygonieniu z domu zimy, a wraz z nią wszelkiego zła i chorób. Bardzo ciekawie wyglądały też zwyczaje związane z Wielka Środą. Odbywał się wówczas „pogrzeb żuru i śledzia” organizowany właśnie w środę lub Wielki Piątek. W tej prześmiewczej zabawie brała udział przede wszystkim młodzież, która na drzewie wieszała garnek żuru wymieszanego z popiołem i innymi śmieciami oraz rybie szkielety, a następnie wszystko strącała, by ostatecznie skorupy garnka i śledzie zakopać w ziemi. Miało to symbolizować porzucenie umartwiania i smutków i nadejście radosnego czasu świętowania. W Wielki Czwartek w trakcie liturgii symbolicznie na kilka dni milkną kościelne dzwony i dzwonki i zastępują je drewniane kołatki. Kołatki te dawniej wykorzystywane były nie tylko w świątyniach. Chłopcy biegali po wsi z kołatkami, czyniąc przeraźliwy łoskot, co miało zapewnić ochronę przed wtargnięciem złych duchów. Do innych zwyczajów w ten dzień, które funkcjonowały jeszcze w XIX wieku, należał zakaz prac hałaśliwych, które mogłyby wystraszyć przebywające na ziemi dusze, na przykład mielenia zboża, rąbania drewna, prania bielizny kijankami, używania kieratu. Rozwiązywano też powrósła, by uwolnić dusze pokutujące w węźle. Obowiązywał również zakaz przędzenia i szycia, by nie wplątać pozaziemskiej istoty w materiał. Zwyczajem było rozpalanie ognisk, najczęściej na granicach wsi, ponieważ wierzono, że dusze zmarłych przychodzą do tego ognia, aby się ogrzać. W Wielki Piątek z kolei obowiązywały takie same zachowania jak podczas żałoby. Ubierano się na czarno, nie można było krzyczeć, a nawet głośno rozmawiać, wykonywać hałaśliwych prac. Zatrzymywano zegary i zasłaniano lub odwracano do ściany lustra, by oglądający się w nich człowiek w ten dzień nie spostrzegł diabła. Wierzono, że gdyby gospodarz spojrzy w lustro w Wielki Piątek, to grad zniszczy mu uprawy. Wczesnym świtem wędrowano do rzek i potoków, by umyć się w bieżącej wodzie. Dla chorych i bydła przynoszono wodę w wiadrach. Mocno wierzono, że tylko tego dnia ma ona właściwości uzdrawiające i zapobiegające chorobom, a obmycia dokonywane wiosną mają na nowo spowodować oczyszczenie i odrodzenie. Wielka Sobota była czasem święcenia pokarmów. Co ciekawe do XVIII wieku to ksiądz chodził po domach i święcił przygotowane przez mieszkańców pokarmy. Jednak wywoływało to sporo kontrowersji, bowiem ludzie kłócili się o pierwszeństwo w trakcie takiej wizyty, a niejednokrotnie zdarzało się, że kapłan miał trudności z dotarciem do kościoła na wieczorną liturgię. Ostatecznie władze kościelne zdecydowały o świeceniu pokarmów w kościołach. Początkowo do kościoła przynoszono wielkie ilości pokarmów, wierzono bowiem, że w tak wielkie święto jak dzień Zmartwychwstania Pańskiego nie godzi się jeść czegoś, co nie zostało omodlone i skropione wodą święconą. Dlatego święcono wszystko, co przygotowywano do zjedzenia podczas świąt, a świeconym musieli najeść się wszyscy domownicy, stąd wielki ciężar koszy ze święconką i bogactwo pańskich stołów. Z czasem ilość pokarmów zaczęła maleć, ale w żadnym nie mogło zabraknąć chleba, jajek-pisanek, baranka, wędlin, chrzanu, soli, a ponadto mogło być też masło, babka lub paska, ser, buteleczka z octem. Każdy z tych produktów ma symboliczne znaczenie. Chleb symbolizuje ciało Chrystusa, ma zapewniać pomyślność i dobrobyt. Jajko jest symbolem wiecznie odradzającego się życia było ochroną od złych mocy, chrzan – siły fizycznej, także znak pokonania goryczy męki Zbawiciela. Wędlina zapewnia zdrowie i dostatek, sól posiada moc odstraszania wszelkiego zła, a umieszczona w święconce, ma chronić przed zepsuciem. W Wielkanocną Niedzielę urządzano uroczyste śniadanie, które rozpoczynał gospodarz domu od podzielenia się świeconym jajkiem. Tradycja ta wywodziła się jeszcze z czasów rzymskich, kiedy to uczty rozpoczynano właśnie w ten sposób. Samo jajko, choć nie jest zakorzenione w wierze chrześcijańskiej, ma również wymiar symboliczny. Jajko nacechowane życiodajną energią i mocą pobudzania wegetacji było związane z przedchrześcijańskim świętem wiosny. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa w Polsce jajek-pisanek nie można było spożywać w okresie wielkanocnym, ponieważ był to wcześniej ważny rekwizyt służący pogańskim praktykom o charakterze magicznym. Ta mocno zakorzeniona tradycja długo nie była akceptowana przez Kościół. Dopiero w XII wieku nastąpiła chrystianizacja jajek i włączenie ich do zwyczajów Świąt Wielkanocnych. Z czasem zauważono, że symbol odradzającego się życia i pokonania śmierci może być też symbolem zmartwychwstałego Chrystusa i jego triumfu nad śmiercią. Kiedy w końcu Kościół zezwolił, aby jajko stało się elementem obchodów Świąt Wielkanocnych, należało je jednak święcić. Echa pogańskich wierzeń związanych z jajami przetrwały w zwyczajach i praktykach ludowych. Jajko w wierzeniach ludowych ze względu na swoją życiodajną moc posiadało właściwości magiczne, uzdrawiające i ochronne. Było wykorzystywane jako rekwizyt w rytuałach płodności, zalecane jako afrodyzjak i amulet przeciw czarom oraz służyło do praktyk wróżebnych. W czasie Świąt Wielkanocnych jajka zakopane w ziemię miały zapewnić urodzaj i bujny rozwój upraw, a mycie się w wodzie pochodzącej z gotowania jajek dodać urody i zdrowia. Zgodnie z tradycja w niedzielę wszystkie potrawy były podawane na zimno, albo odgrzewane. Uważano, bowiem, że w największe święto nie można trudzić się jakąkolwiek pracą, nawet gotowaniem. W ten dzień nie odwiedzano rodziny i znajomych, tylko oddawano się odpoczynkowi i zabawom we własnych domach, oraz odwiedzano cmentarze, by przypomnieć zmarłym o radosnej nowinie zmartwychwstania. Poniedziałek Wielkanocny przebiegał pod znakiem zabaw zwanych śmigusem i dyngusem. Śmigus to dawny zwyczaj smagania się witkami wierzbowymi i oblewaniem wodą, dyngus z kolei to „okup” w postaci pokarmów, jaki, zazwyczaj, panny składały aby nie być oblewane. Wiele z tych zwyczajów dziś jest już zapomnianych, ale warto o nich pamiętać bowiem pokazują prawdziwe bogactwo wierzeń, symboli i zwyczajów zawartych w polskiej tradycji, których echo rezonuje do dnia dzisiejszego. Obraz autorstwa Włodzimierza Tetmajera "Święcone", 1906 r. własność Muzeum Narodowego w Krakowie

Zamek w Baranowie Sandomierskim, jest bez wątpienia jedną z najlepiej zachowanych siedzib magnackich z przełomu XVI i XVII stulecia, na terytorium Rzeczypospolitej. Słynie przede wszystkim znakomitą renesansową architekturą i pięknymi ogrodami, założonymi według projektu prof. Gerarda Ciołka. Jednak… czy ogrody albo park, otaczają zamek od początku jego długiej, ponad czterystuletniej historii? Zamkowy inwentarz z XVIII wieku wspomina o „sadkach”, w miejscu gdzie obecnie znajdują się zamkowe fontanny. Natomiast dookoła zamku ciągnęły się zabudowania. Pośród nich znajdowały się dwie bramy – jedna od wschodu w kierunku miasta (dziś na ul. Zamkową), druga od południa (dziś w kierunku zamkowego parkingu), cekhauz czyli zbrojownia, piekarnie, kuchnie, oficyny, stajnia, i budynki pomocnicze. Dodatkowo od strony zachodniej i północnej zbudowano, lub usypano, umocnienia tworzące fortyfikacje obronne. Pozostałości tych umocnień odnajdujemy jeszcze na mapach z połowy XIX wieku. Mniej więcej w połowie tamtego stulecia następuje regulacja rzeczki, przepływającej pod zamkiem i pożar, który niszczy sporą część zabudowań gospodarczych. Od tamtej pory teren dookoła zamku zmienia się bezpowrotnie. Widzimy więc, że otoczenie zamku w czasach staropolskich znacząco różniło się od stanu dzisiejszego, a założenia parkowe wokół zamku pojawiło się dopiero w XIX wieku. Co ciekawe, właściwe ogrody zamkowe, po których przechadzali się Krasiccy i Dolańscy, a może i wcześniejsi właściciele Baranowa, znajdowały się po drugiej stronie rzeki, nieco na południe od zamku. Fotografia przedstawia próbę odtworzenia umocnień obronnych i „sadków” na podstawie XVIII – wiecznego inwentarza.

Na wystawie „Militaria w dziejach świata” w zamku w Baranowie Sandomierskim znajduje się blisko 700 eksponatów z różnych okresów historycznych z Europy, Azji, czy Ameryki Północnej i Południowej. Jednym z ciekawszych jest nakrycie głowy meksykańskiego oficera z XIX wieku. Stroje oficerów armii meksykańskiej w tamtym czasie stanowiły interesujące połączenie wpływów europejskich i lokalnych tradycji. Po uzyskaniu niepodległości w 1821 roku Meksyk przejął wiele wzorców z armii hiszpańskiej, a później także francuskiej, co było widoczne w kroju mundurów i używanych ozdobach. Oficerowie nosili zazwyczaj dopasowane kurtki z wysokimi kołnierzami, bogato zdobione haftami i galonami, które wskazywały rangę wojskową. Charakterystycznym elementem były epoletki na ramionach oraz pasy oficerskie, często w jaskrawych kolorach. Spodnie bywały obcisłe i wsuwane w wysokie, skórzane buty, co nadawało sylwetce elegancki, a zarazem militarny wygląd. Ważną rolę odgrywały także nakrycia głowy – od czaków inspirowanych modą europejską po szerokie kapelusze przypominające sombrera, szczególnie w jednostkach kawalerii. Przykład takiego właśnie nakrycia głowy można zobaczyć w Muzeum Zamku w Baranowie Sandomierskim.